Wróciłam z zasłużonego odpoczynku w górach, oczywiście nie obyło się bez kontuzji kolanowej i tym razem. Schodząc ze szlaku co raz wolniej, bo ból dawał się we znaki usłyszałam nagle z doliny obok mnie głośny wrzask. Wcale nie brzmiało to jak mucząca krowa, ale jak coś co ma ogromne zęby, jest duże i chce mnie na pewno zjeść. Zaczęłam się zastanawiać, co to może być i czy mi się przesłyszało, ale wrzask się powtórzył i to jeszcze donośniej i jakby bliżej. Nie miałam wątpliwości, że to niedźwiedź, chociaż miałam nadzieję że już śpią o tej porze roku. Może i jestem rodzajem misia, ale tylko misia! I od kurczaka wolę jednak marchewkę. Przy trzecim wrzasku, ból kolanowy jakby się trochę zmniejszył (moje pojękiwanie też, które miało zwracać uwagę turystów na moją niedolę) i stwierdziłam, że muszę czym prędzej znaleźć się w schronisku. Zwinęłam się więc w kłębek, jak na Bubka przystało i potoczyłam się z głośnym łoskotem w dół, poodbijałam się po drodze o kilka osób, a potem wturlałam się w końcu z trzaskiem (rozwalając drzwi swoim brzuszkiem) do wnętrza schroniska. Tam zwróciłam uwagę gości swoim przerażającym mamrotaniem "To był niedźwiedź, na pewno niedźwiedź!", ale tylko jeden chłopiec (żeby nie powiedzieć bachor!) spojrzał na mnie, zajmując całą ławkę swoim wielkim brzuchem (większym niż mój swoją drogą) i powiedział profesorskim tonem, mlaszcząc przy tym głośno i zajadając się całą paczką tofifi: "Niedźwiedź? Niedźwiedzie nie zaatakują, należy być przyjaźnie do nich nastawionych, a wtedy i one będą przyjaźnie się zachowywać.". Pomyślałam, że absolutnie nie jestem rodzajem niedźwiedzia, tylko misia, a właściwie Bubka Marudnika, dlatego przemądrzały smarkacz znalazł się dziwnym trafem na dworze i to dosyć szybko, widząc jakie złe mogą być Bubki Marudniki, groźniejsze nawet od głodnych niedźwiedzi, kiedy ktoś się odzywa niepytany, szczególnie kiedy ma się zaledwie 5 lat.
A potem zjadłam naleśniki. Z serem. Tak na pocieszenie.
Pozdrawiam Marudzących,
Bubek Marudnik
wtorek, 1 października 2013
wtorek, 17 września 2013
TO JA BUBEK HEJ HEJ
No witajcie, witajcie
To tyle jeżeli chodzi o przywitanie.
Dzień z życia Bubka Marudnika, wyglądał następująco:
Wstałam, bolała mnie głowa jak sto pięćdziesiąt. Więc łyknęłam tabletkę większą niż mój kciuk i zastanawiałam się czy pomoże. Na zewnątrz ciemno, nie powiem jak, bo ten blog nie może być wulgarny.
Ruszyłam na pocztę walcząc z wiatrem, który porywał mój parasol co chwilę, a ja musiałam ganiać za nim jak przerażony królik, przeskakując przez ogromne kałuże. Potem w końcu dotarłam do mojego punktu docelowego, cała mokra co prawda, ale się udało. Przywitałam się głośnym "Dzień dobry!", na co żadna osoba na poczcie (czyli trzy kobiety) mi nie odpowiedziały. Pozdrawiam więc wszystkie panie pracujące na poczcie! Jedna łaskawie odebrała moją kartkę, pytam ją "Pokazać dowód?" (chociaż nie wiem czemu to zrobiłam, bo kobieta w ogóle nie miała żadnych zamiarów ku temu), a ona leniwym spojrzeniem i słowem odpowiedziała "Tak.". Łoł! W końcu pyta "Czy to duża paczka?" A przepraszam, skąd mam wiedzieć skoro jej na oczy nie widziałam? Zresztą, każdy rozmiar książki jest inny. Ale jej koleżanka odpowiedziała, że duży, więc kazała mi podpisać jakiś świstek i z głośnym trzaskiem zamykanej szybki odprawiła mnie z paczuchą. No to wracam do domu, ponownie walcząc z wiatrem. A tam odpakowując paczkę i czytając kupioną ów książkę do mojego posiłku (czyli tradycyjnie, jak nie pasztet to parówki z serem - proszę mi nie pisać z czego są parówki, bo nie chcę wiedzieć!) odkrywam że jej treść jest jakaś dziwna. Po chwili zdaje sobie sprawę, że okładka, a właściwie jej tytuł jest ten sam co zamawiałam, ale opis już nie. Wstaję napięta jak struna i biegnę do komputera. Włączam mój 10 letni sprzęt i o dziwo włącza się niesamowicie szybko, tak samo internet i strona z aukcją na allegro. Tam dowiaduje się, że to nie ja jednak się pomyliłam, ale Pani która sprzedała mi książkę. Niedopatrzenie. Piszę do niej grzeczną wiadomość mailową (a nazwa jej pseudonimu wskazuje, że rzeczywiście jest szalona) na który do tej pory mi nie odpisała. Pozdrawiam więc i Panią z allegro!
Potem spaliłam kotlety i opryskał mnie tłuszcz. Ale nie były złe w smaku.
Nawet nie zauważyłam kiedy uciekła mi reszta dnia. Próbowałam uczyć się japońskich czasowników, ale nic to, bo ta pogoda (która przypomina noc) powoduje, że człowiek czuje się senny i zamroczony. Trzeba na coś zwalić, co nie?
Pozdrawiam Marudzących,
Bubek Marudnik
To tyle jeżeli chodzi o przywitanie.
Dzień z życia Bubka Marudnika, wyglądał następująco:
Wstałam, bolała mnie głowa jak sto pięćdziesiąt. Więc łyknęłam tabletkę większą niż mój kciuk i zastanawiałam się czy pomoże. Na zewnątrz ciemno, nie powiem jak, bo ten blog nie może być wulgarny.
Ruszyłam na pocztę walcząc z wiatrem, który porywał mój parasol co chwilę, a ja musiałam ganiać za nim jak przerażony królik, przeskakując przez ogromne kałuże. Potem w końcu dotarłam do mojego punktu docelowego, cała mokra co prawda, ale się udało. Przywitałam się głośnym "Dzień dobry!", na co żadna osoba na poczcie (czyli trzy kobiety) mi nie odpowiedziały. Pozdrawiam więc wszystkie panie pracujące na poczcie! Jedna łaskawie odebrała moją kartkę, pytam ją "Pokazać dowód?" (chociaż nie wiem czemu to zrobiłam, bo kobieta w ogóle nie miała żadnych zamiarów ku temu), a ona leniwym spojrzeniem i słowem odpowiedziała "Tak.". Łoł! W końcu pyta "Czy to duża paczka?" A przepraszam, skąd mam wiedzieć skoro jej na oczy nie widziałam? Zresztą, każdy rozmiar książki jest inny. Ale jej koleżanka odpowiedziała, że duży, więc kazała mi podpisać jakiś świstek i z głośnym trzaskiem zamykanej szybki odprawiła mnie z paczuchą. No to wracam do domu, ponownie walcząc z wiatrem. A tam odpakowując paczkę i czytając kupioną ów książkę do mojego posiłku (czyli tradycyjnie, jak nie pasztet to parówki z serem - proszę mi nie pisać z czego są parówki, bo nie chcę wiedzieć!) odkrywam że jej treść jest jakaś dziwna. Po chwili zdaje sobie sprawę, że okładka, a właściwie jej tytuł jest ten sam co zamawiałam, ale opis już nie. Wstaję napięta jak struna i biegnę do komputera. Włączam mój 10 letni sprzęt i o dziwo włącza się niesamowicie szybko, tak samo internet i strona z aukcją na allegro. Tam dowiaduje się, że to nie ja jednak się pomyliłam, ale Pani która sprzedała mi książkę. Niedopatrzenie. Piszę do niej grzeczną wiadomość mailową (a nazwa jej pseudonimu wskazuje, że rzeczywiście jest szalona) na który do tej pory mi nie odpisała. Pozdrawiam więc i Panią z allegro!
Potem spaliłam kotlety i opryskał mnie tłuszcz. Ale nie były złe w smaku.
Nawet nie zauważyłam kiedy uciekła mi reszta dnia. Próbowałam uczyć się japońskich czasowników, ale nic to, bo ta pogoda (która przypomina noc) powoduje, że człowiek czuje się senny i zamroczony. Trzeba na coś zwalić, co nie?
Pozdrawiam Marudzących,
Bubek Marudnik
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)